8. Kto w tej szacie umrze, nie zazna ognia piekielnego
Noc grudniowa przy śnieżnej zawiei .Młody kapłan, śpieszy główną ulicą
jednego z fabrycznych przedmieść Wiednia. Po półgodzinnej drodze
staje przed domem, otoczonym małym ogrodem, strząsa śnieg z płaszcza i
obuwia i wchodzi do pokoju uprzejmym pozdrowieniem na ustach.
W pokoju leży ciężko chory mężczyzna, suchotnik, w sile wieku,
dobiegający, według zdania lekarza, do kresu swej ziemskiej
pielgrzymki.
"I ja dostrzegam - opowiada dalej ów młody kapłan - że śmierć już
rękę złowrogą po zdobycz swą wyciągnęła, czyhając na to strawione
gorączką życie ludzkie. Z całą powagą, ale i z miłością zachęcam
chorego do przyjęcia ostatnich Sakramentów, lecz w toku rozmowy widzę,
że niestety wielka tu na drodze stoi przeszkoda. Nie ta, której wierność
przy ołtarzu ślubował, otacza jego łoże boleści, lecz inna niewiasta,
której oddał swe serce w pożałowania godnej nieświadomości grzechu.
Wszystkie perswazje, prośby, nalegania daremne. Chory nie tylko, że
nie chce się wyrzec grzesznej znajomości, lecz nawet wraz ze swą
wspólniczką zaprzysiągł odebrać sobie życie, w razie, gdyby śmierć
jedno z nich dotknąć miała.