POD OPIEKĄ ŚW. JÓZEFA I ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA

Contemplare et contemplata aliis tradere

Veritas liberabit vos

czwartek, 4 czerwca 2015

RYCERSTWO NIEPOKALANEJ - LIST NA CZERWIEC

Kult Najświętszego Serca Pana Jezusa

    Czerwiec to miesiąc w sposób szczególny poświęcony czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kult Serca Jezusowego wywodzi się z czasów średniowiecza; początkowo miał charakter prywatny, z czasem ogarnął szerokie rzesze społeczeństwa.
Mistyka średniowiecza łączyła kult Serca Jezusowego w bardzo żywym nabożeństwem do Najświętszej Rany boku Jezusa. Do najwcześniejszych, którzy w Ranie boku, otwartej włócznią żołnierza, odnaleźli Serce Boże, należy nieznany autor poetyckiego utworu Winny szczep mistyczny. Mówi w nim, że właśnie w tej Ranie odnalazł Serce Boże, że spocznie przy Nim, że się już z Nim nie rozstanie. Cały zakon św. Dominika Guzmana - dominikanie - bardzo wcześnie przyswoił sobie nabożeństwo do zranionego boku i Serca Pana Jezusa. W piątek po oktawie Bożego Ciała, a więc w dzień, który Chrystus wybrał sobie na święto Jego Serca, dominikanie odmawiali oficjum o Ranie boku Pana Jezusa.
Warto wymienić przynajmniej kilku świętych i błogosławionych, którzy wyróżniali się w średniowieczu szczególnym nabożeństwem do Serca Pana Jezusa; w tym Sercu znaleźli dla siebie źródło szczególnej radości i uświęcenia:

Św. Mechtylda (1241-1298) za zachętą samego Pana Jezusa wchodziła do Jego Serca i w nim spoczywała. Jezus oddawał jej swoje Serce jako znak zawartego z nią przymierza. Pewnego dnia w czasie spotkania Pan tak mocno przycisnął jej serce do swojego Serca, że miała wrażenie, że odtąd te dwa serca stanowią jedno. Mechtylda każdego rana witała Boże Serce i każdego wieczora czule je żegnała.

środa, 3 czerwca 2015

Prośba o modlitwę

Prosimy o modlitwę w intencji: "za mojego Brata Krzysztofa, aby Pan Bóg wspierał jego wolę zwalczenia nałogu i ułożenia na nowo życia w prawdzie".

sobota, 30 maja 2015

Św. Joanna d'Arc i Michał Archanioł

    Podczas wojny stuletniej, która trwała w latach 1328-1453, kiedy w zasadzie wydawało się, że An­glicy podbiją i opanują całą Francję, kilkakrotnie ukazywał się Joannie d'Arc sam Archanioł Michał. Zachęcał ją wówczas do propagowania życia chrze­ścijańskiego i walki o wyzwolenie ojczyzny. Joanna miała powtarzać też modlitwę, którą usłyszała wte­dy od św. Michała: „Spraw, Panie, aby Twoje imię pozostało na zawsze na ziemi francuskiej oraz aby narodowi nigdy nie zabrakło Hostii i Ofiary". 
   Podczas późniejszego procesu przed trybu­nałem inkwizycji Joanna twierdziła, że św. Mi­chał Archanioł, św. Katarzyna i św. Małgorzata powiedzieli jej, iż Bóg chce wypędzić Anglików z ziem francuskich i doprowadzić Delfina do Reims, aby tam koronować go na króla Francji. Na zadane jej przez przesłuchujących pytanie o to, jak wyglądał św. Michał, Joanna odpowiedziała, iż przybył on do niej, przybierając postać skrom­nego człowieka. Nie dostrzegła u niego korony, w przeciwieństwie do św. Katarzyny i św. Mał­gorzaty, które miały mieć na głowach piękne ja­śniejące korony. 
    Joanna d'Arc podczas przesłuchania zwróciła uwagę na duchową stronę swoich objawień. Naj­ważniejsza dla niej była sama obecność archanio­ła, która powodowała w jej sercu wielką radość. Widząc go, miała mocne poczucie, że nie znajdu­je się w stanie grzechu ciężkiego. Święta zeznała również, że miała w swym życiu szczególną cześć zarówno dla św. Michała, jak i pozostałych anio­łów. Mówiła, iż bardzo często widziała anioły prze­bywające w kościele pomiędzy wiernymi. Same, nie będąc przez ludzi widzianymi, czynnie uczest­niczyły w sprawowanych obrzędach.

czwartek, 28 maja 2015

Uzdrowienie umierającej córeczki

        Roku 1764 P. Szymona i Zofji Wojakowskich, obywateli, lekarzy kaliskich, córeczka, Teresa imieniem, przez cztery niedziele bez nadziei życia chorując, bez snu i pokarmu w niewymownej gorączce zostawała. Ojciec, będąc lekarzem, zapisywał różne środki na uśmierzenie gorączki, lecz te przyczyniały większe jeszcze boleści. Dnia ostatniego boleść i gorączka ustały, lecz w to miejsce trupizna z ust buchała, a córeczka w słup oczy postawiwszy konać zaczęła. Ściśniony żalem ciężkim ojciec, oddawszy konającą córeczkę Bogu, poszedł do kramu kupić płótna na koszulę i wstążek, z czem przyszedłszy, gdy jeszcze konającą zastał, niezmiernie płakać i lamentować począł. Wtem stojący przyjaciel rzekł do niego: „Oddaj waszeć to dziecię św. Józefowi w kolegiacie cudownemu a doznasz i obaczysz, że ci je do życia i zdrowia przywróci”.

To słysząc ojciec, wyszedł czem prędzej na podwórze i odwróciwszy się ku kolegiacie, padł na ziemię i mówił: „Cudowny w tym kościele Józefie święty, przywróć mi do życia to dziecię, a ja zaraz dam votum srebrne na Twój obraz!” Doznał cudu, bo w tym samym momencie córeczka, jak ze snu się porwała, zupełnie zdrowa i wesoła; jadła , piła, jak gdyby nigdy nie chorowała.

Poszli oboje rodzice rano na podziękowanie Bogu i świętemu Józefowi, a płótno to kupione ze wstążkami na śmiertelną koszulkę położyli na ołtarzu i votum potem przynieśli.

(Kłossowski).

Święty Józefie módl się za nami, Kraków 1933, str. 121-122.
 
Za:  https://lagloriadelasantisimavirgen.wordpress.com/2015/05/27/uzdrowienie-umierajacej-coreczki/

poniedziałek, 25 maja 2015

Objawienia o. Pio o "trzech dniach ciemności"

 Tłumaczenie kopii prywatnego listu autorstwa Ojca Pio, adresowanego do Komisji w Heroldsbach wyznaczonej przez Watykan w celu przebadania prawdziwości objawień o "Trzech Dniach Ciemności" danych przez Naszego Pana Ojcu Pio, zakonnikowi zgromadzenia Kapucynów i stygmatykowi.


28 STYCZEŃ 1950

Dobrze pozamykajcie i uszczelnijcie okna. Nie wyglądajcie na zewnątrz. Zapalcie święconą świece, która wystarczy na wiele dni. Módlcie się na różańcu. Czytajcie duchowe książki. Czyńcie akty przyjęcia Duchowej Komunii, a także uczynki miłości, które są nam tak potrzebne. Módlcie się z wyciągniętymi rękami lub padając na twarz, aby uratować wiele dusz. Niewolno wam wychodzić na zewnątrz. Zaopatrzcie się w wystarczającą ilość pożywienia. Moce natury zostaną wstrząśnięte i deszcz ognia napełni ludzi przerażeniem. Miejcie odwagę! Jestem pośród was.

piątek, 22 maja 2015

MARJI TO ZAWDZIĘCZAM

Królowa Różańca    Życie człowieka nie zależy od niego samego, ale jest w ręku Boga, Który kieruje jego losami. Nie miałem ojca, nie miałem matki, ani przyjaciela – słowem nikogo – ktoby mi podał rękę. Tylko miłosierny Bóg zmiłował się nade mną.

Będąc dzieckiem, pozostawałem często poza domem, bez dozoru matki, dopuszczając się ciężkich grzechów. Pozatem, matka moja miała styczność z bezbożnikami i zabierała mnie często ze sobą do tego domu, gdzie słyszałem rozmaite bezwstydne słowa. Wspomniane powyższe grzechy już zabiły moją duszę. Mając około jedenastu lat, zacząłem chodzić na nauki katechizmowe i jakoś dostałem się do spowiedzi. Przystąpiłem do spowiedzi św., lecz źle ją odbyłem, po pierwsze, że nie miał mię kto przygotować należycie, pod drugie, że zabijając swą duszę ciężkiemi grzechami, nie rozumiałem znaczenia grzechu. Spowiedź i Komunja św. – świętokradzkie. Po wyjściu z kościoła zemdlałem, zamiast być wzmocnionym.
Późniejsze spowiedzie również były świętokradzkie. Pewnego razu kapłan nie dał mi rozgrzeszenia na spowiedzi i polecił przyjść za dwa tygodnie. Nie usłuchałem tego wezwania i wtenczas naprawdę szatan założył sobie tron w mej duszy. Ciężkie życie takiego człowieka. Jeżeli matka wychowa swoje dziecko tak, że w zaraniu młodości pozwoli zabić mu swą duszę ciężkiemi grzechami, – to lepiej byłoby, gdyby mu uwiązała kamień u szyi i zatopiła w głębinach wody.