Dotąd widzieliśmy u kołyski Zbawiciela tylko
męczenników: św. Szczepana, który oddał życie pod
gradem kamieni, św. Jana, męczennika pragnienia, który
przeszedł zwycięsko przez ogień prześladowań,
niewinne dzieci, ginące pod mieczem kata, i św.
Tomasza, którego siepacze króla angielskiego
zamordowali w jego własnej katedrze. To są prawdziwi
szermierze, stojący na straży nowego Króla. Lubo
wielka jest liczba męczenników, to jednak nie wszyscy
są powołani, aby należeć do tych wybranych szeregów.
Zastępy niebieskie mają wśród siebie także
wyznawców, którzy w niekrwawym zwycięstwie pokonali
świat. Chociaż nie dzielą zaszczytów męczenników,
nie są pozbawieni przywileju, by mogli służyć swemu
Królowi. Nie dzierżą w swym ręku palmy, ale skronie
ich zdobi wieniec sprawiedliwości, a Ten, który go na
nich włożył, chce dla swej chwały mieć ich przy swym
boku.
Jest zatem rzeczą słuszną, że Kościół, chcąc
złączyć w tej chwalebnej oktawie wszelką
wspaniałość nieba i ziemi, poświęcił w niej jeden
dzień czci wyznawcy, jako przedstawiciela niezliczonych
ich hufców.
Tym wyznawcą jest Sylwester, pasterz świętego
rzymskiego Kościoła, papież, który długo i spokojnie
rządził Kościołem, prawdziwy, wszystkimi cnotami
przyozdobiony sługa Chrystusa Pana. Zasiadł na stolicy
Piotrowej bezpośrednio po krwawej walce, trwającej trzy
wieki, w której Kościół okupił krwią tysięcy
męczenników walne zwycięstwo nad pogaństwem.



















2 listopada wspominamy tych, którzy po śmierci dostąpili zbawienia, ale
przebywają jeszcze w czyśćcu.
Z punktu widzenia ostatecznego wyboru za Bogiem lub przeciw Bogu
człowiek stoi w obliczu alternatywy: albo będzie żył z Panem w
szczęśliwości wiecznej, albo pozostanie z dala od Jego obecności.
Pomiędzy pielgrzymowaniem w doczesności i wieczną chwałą w niebie
istnieje taki stan, w którym cierpią dusze ludzi sprawiedliwych, choć
dotkniętych "zmazą grzechu powszedniego", lub takie, które nie
odpokutowały za grzechy na ziemi. Chodzi więc o te dusze, które zeszły z
tego świata w łasce uświęcającej i są w przyjaźni z Panem Bogiem. Nie
mogą wszakże wejść do nieba, gdyż mają jeszcze pewne "długi" do
spłacenia Bożej sprawiedliwości. Droga do pełnej szczęśliwości wymaga
oczyszczenia, co wiara Kościoła przedstawia za pomocą nauki o czyśćcu.
Każdy ślad przywiązania do zła winien zostać usunięty, każde skrzywienie
duszy - wyprostowane. Oczyszczenie winno być całkowite. Czyściec
oznacza nie miejsce, lecz stan życia. Ci, którzy po śmierci żyją w
stanie oczyszczenia, znajdują się już w miłości Chrystusa, który ich
podnosi z resztek niedoskonałości.