POD OPIEKĄ ŚW. JÓZEFA I ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA
(Reguła III Zakonu św. Dominika od Pokuty)

Contemplare et contemplata aliis tradere

Veritas liberabit vos

wtorek, 27 września 2016

O Tradycji

Znalezione obrazy dla zapytania tradycja katolicka 
[Podanie]
 
(1. Pojęcie ogólne podania i podział. 2. Istota podania chrześcijańskiego. 3. Daremne zaprzeczanie znaczenia podania przez herezję. 4. Stosunek podania do Pisma ś. 5. Organa i formy podania. 6. Podanie pisane i jego stosunek do ży­wego podania. 7. Reguły rozpoznania prawdziwej tradycji).

 
1. Traditio, παραδοσις, w najobszerniejszym znaczeniu oznacza wszelką naukę albo urządzenie, które w jakibądź sposób przechodzi do drugich ludzi; w znaczeniu obszernym oznacza ustnie przekazaną naukę lub urządzenie, w ściślejszym zaś rozumieniu oznacza religijną naukę albo urządzenie, ustnie przekazane i takim sposobem przeszłe na późniejsze pokolenia, bez względu, czy później spisane czy nie. Co do źródła swego, podanie jest boskie albo ludzkie, stosownie do tego, czy bezpośrednio od Boga czy od ludzi po­chodzi. Jeżeli podanie wypływa z natchnienia Ducha ś. („dictante spiritu sancto,” Conc. Trid. s. 4), wtedy jest podaniem bosko-ludzkim (tr. divino-humana, divino-apostolica); jeżeli pochodzi od apostołów, jako członków Kościoła, i przekazane nie w imieniu Bożym i pod natchnie­niem Ducha ś., lecz w imieniu własnym, a przy pomocy Ducha ś., wtedy jest podaniem tylko apostolskim (tr. apostolica); jeżeli zaś pochodzi od przełożonych kościelnych, zgodnie z przeświadczeniem wiernych, wtedy jest podaniem kościelnym (tr. ecclesiastica). Tak ustanowienie sakramentów z ich materią i formą jest podania boskiego; postanowienie apostolskie, tyczące się małżeństwa z niewierną kobietą (1 Cor. 7, 10. 12), jest po­daniem ludzko-apostolskim; zaprowadzenie świąt i postów podaniem kościelnym. Podanie boskie z natury swej jest powszechne, gdy tymcza­sem tradycja tylko ludzko-apostolska i kościelna może być i czasową, i miejscową jedynie. Znaczenie i powaga podania zależy od źródła, z ja­kiego ono pochodzi. Stąd też w Kościele Chrystusowym znaczenie poda­nia pochodzącego od Zbawiciela, Słowa Wcielonego, równe jest znaczeniu Pisma ś., a pod tym nawet względem szerzej się od niego rozciąga, że ono właśnie tylko o kanonie, autentyczności i natchnieniu ksiąg świętych, i o ich rozumieniu daje świadectwo decydujące (ob. niżej nr. 4).
 
2. Chrystianizm przygotowany od początku świata, w chwili przez Opa­trzność obranej został przez Wcielonego Syna Bożego, Jezusa Chrystusa, w całej swej prawdzie i przedmiotowej rzeczywistości w świat wprowa­dzony. Jest on tedy dziełem Bożym, w którym ludzie nic zmieniać, nic ujmować, nic dodawać nie powinni. Nauka Chrystusowa nie składa się ze zdań filozoficznych, danych umysłowi ludzkiemu do rozbudzenia i wzbo­gacenia jego pojęć i do rozwijania ich jego pracą; nauka ta jest wła­snym wyrazem wiekuistej prawdy, której wyrzeczeniom człowiek powi­nien bezwarunkowo się poddać i z bezwarunkową przyjąć je wiarą, bo tylko tym sposobem wyzwala się z więzów błędu i fałszywej podmioto­wości. Tylko wiarą przyjęta prawda boska daje człowiekowi wolność i prowadzi go do pewnego i jasnego poznania rzeczy wiekuistych. Po­dobnież przykazania Boże są jasno postawionymi wyrazami woli odwie­cznej, od której człowiek bez utraty zbawienia uwolnić się nie może. Apostołów swoich posłał Zbawiciel na cały świat, aby chrzcili ludzi i uczyli ich zachowywać wszystko, co im powierzył. (Mt. 28, 19. 20) I zapowiedział, że kto uwierzy i ochrzczon będzie, będzie zbawiony, kto nie uwierzy, potępion będzie (Mr. 16, 16). Wszystko tedy święte dziedzictwo Chrystusowe, dla zbawienia człowieka sprawione, wszystkie jego nauki, przykazania i środki łaski, celem zachowania go aż do końca wieków, jako nienaruszalny depozyt, przekazane zostały wiernej straży kościelnej. Wszystko, co Chrystus Pan chciał zostawić światu, przekazanym zostało w podaniu (Act. l, 8, „przez czterdzieści dni im się ukazując i mówiąc o królestwie Bożym,” a przy tym chciał, aby te tyczące się jego królestwa mowy zachowane pozostały aż do końca. Joan. 14, 16. 17. 25. 26; 7. 8. 12-14). Podanie, pochodzące z takiegoż źródła, t. j. ze źródła Bożego, ma powagę Bożą. Ale żeby tę powagę zachowało i utrzymało ją trwale, potrzeba było, aby i środek jego zachowania i przekazywania Bożą ustanowiony i za­bezpieczony był mocą. A to właśnie ma miejsce w ustanowieniem przez Zbawiciela Kościele (ob.), a mianowicie w ustanowieniu nauczycielstwa kościelnego. Stąd podanie znaczy i przekazaną przez Chrystusa Pana jego naukę, sam depozyt wiary, i sposób tego przekazania przez kościelne nauczycielstwo w nieprzerwanym nigdy szeregu biskupów z biskupem rzymskim, następcą Piotra ś., na czele, przy pomocy Ducha ś. Jest więc we właściwym i najściślejszym swoim znaczeniu podanie w treści two­jej całą nauką wiary Chrystusowej przez stróżów i nauczycieli z Bożego ustanowienia postawionych i w nieprzerwanym następstwie po sobie idących, przechowywanej przy pomocy Ducha ś., a objawianej w wyznawaniu i ży­ciu całego Kościoła. O ile więc ma się na względzie sama nauka wiary, przechowywana i głoszona w następstwie apostolskim, Ojcowie śś. na­zywają tradycję „opowiadaniem apostolskim, regułą rozumienia, regułą prawdy apostolskiej;” o ile zaś ma się na względzie Kościół, tą nauką przejęty i ożywiany, a pomocą Ducha ś. opatrzony do rozumienia, strze­żenia i nauczania całej prawdy objawionej, nazywa się to podanie „świa­domością wiary,” „katolickim rozumieniem,” „rozumieniem kościelnym” (sensus ecclesiasticus), „wiarą zapisaną w sercach,” „mądrością nie pisaną.”
 
3. Herezja wszelka, wobec potępiającego jej błędy podania ko­ścielnego, miała dwie tylko drogi: albo starała się wykazać, że jej błąd jest zawarty w podaniu, i jako taki jest prawdą, albo też zaprzeczała samego znaczenia podania, jako depozytu całej prawdy objawionej. Gdy usiłowania wszystkich błędów heretyckich oparcia się na podaniu oka­zywały się z kolei najzupełniej daremnymi, błąd luterski wystąpił z całkowitym zaprzeczeniem znaczenia podania, zastępując żywą i wciąż w na­stępstwie apostolskim żyjącą powagę Kościoła nauczającego powagą litery Pisma ś., tłumaczonej podług indywidualnego rozumienia każdego z wiernych. Ale zaraz właśnie samo Pismo święte potępia ten błąd lu­terski, gdy wskazuje, że Chrystus Pan naukę swoją nie pismem, lecz żywym słowem głosił, a umierając wieczną tej nauki trwałość zabezpie­czył nie pismem, lecz ustanowieniem nauczycielstwa, któremu obiecał pomoc Ducha ś. (Mt. 28, 18..; Mr. 16, 15; Joan. 14, 16 i 26). Apo­stołowie też, jak z Pisma ś. widzimy, zakładali kościoły nie pisaniem, lecz żywym opowiadaniem nauki Chrystusowej. Tak ś. Paweł pisze do Tymoteusza (II, 2, 2): „a coś słyszał odemnie przez wiele świadków, toż zalecaj wiernym ludziom, którzy sposobni będą i innych uczyć” (cf. jeszcze 1 Cor. 14, 33: ita doceo et ita tradidi in ecclesiis; ib. 11, 2: quemadmodum tradidi vobis). Nie bardzo o pisaniu myśleli apostołowie, gdy większa ich część nic nie pisała, a ci co pisali, pisali nie dla zakła­dania Kościołów, lecz pisali do Kościołów już istniejących. Chrystus też nigdy apostołom nie nakazywał, aby pisali, lecz zawsze polecał, aby nauczali, opowiadali i świadkami byli. Odpowiednio do tych poleceń, apo­stołowie nigdy nie wspominają, aby mieli obowiązek pisania, lecz tylko mówią o ciążącym na nich obowiązku i urzędzie opowiadania. A niepo­dobna przypuszczać, aby Zbawiciel nie zalecił Apostołom pisania, gdyby to miało być głównym środkiem szerzenia jego nauki; co tym bardziej jeszcze musiałoby mieć miejsce, gdyby, jak to protestanci utrzymują, ni­czego nie godziło się wiernym jego przyjmować, czegoby Pismem ś. stwierdzić nie było można. A jednak tego właśnie, co protestanci tu utrzymują, stwierdzić Pismem ś. niepodobna. Inaczej było z założeniem synagogi: czego nigdzie nie spotykamy przy założeniu Kościoła, wtedy wyraźnie w Piśmie ś. mowa jest o pisaniu. Po objawieniu Mojżeszowi swojej woli, Pan nakazał mu spisać słowa swoje (Ex. 34, 27, cf. 17, 14). Czytamy też wielokrotnie, że Mojżesz słowa Pańskie spisywał (Ex. 24, 4; Deut. 31, 9. 24 i in.), i że Bóg nakazywał spisywać swoje prawo (Ex. 24, 12; 31, 18; Deut. 5, 22). Różnicę tę między starym a nowym Za­konem wybornie uwydatnia ś. Chryzostom (hom. 1 in Mt. n. 1), gdy mówi: „Apostołowie nie zstąpili z góry, jak Mojżesz z kamiennymi tabli­cami w ręku, lecz niosąc ducha w umyśle i wylewając skarb i źródło dogmatów i darów Ducha ś., tak wszędzie szli, jako żywe łaską Bożą księgi i praw kodeksy.”. Ale choćby nawet protestanci wykazali, czego wykazać nie zdołają, iż Chrystus przykazał apostołom pisać, i że apo­stołowie pisali, jeszczeby przez to ich zaprzeczenie znaczenia podania nie miało stąd poparcia, skoro i w Starym zakonie, pomimo w ten sposób spisanego prawa Mojżeszowego, było jeszcze w synagodze nauczycielstwo żywe, tak zwyczajne kapłanów, jak nadzwyczajne proroków, jakich Bóg wzbudzał od czasu do czasu, i tego nauczycielstwa straży i nauczania pisane to prawo było poruczone (Mal. 2, 7; Deut. 17, 8...).
 
4. Nadto, Pismo ś. nie zawiera całej nauki objawienia, o czym ob. tej Enc. II, 283, a o ile ta nauka w nim się zawiera, potrzebuje z samej natury warunków, w jakich pisane były księgi święte wyjaśnień i dopełnień. Pismo ś. nie objaśni samo siebie, bez objaśnienia więc żywej w Kościele tradycji byłoby zostawione tłumaczenie każdemu pojedynczemu swemu czytelnikowi, a zatem, skoro nigdzie nie jest obiecana pomoc Ducha ś. pojedynczym tłumaczom, byłoby wystawione na najprzeróżniejsze i naj­biedniejsze rozumienie, co faktycznie stwierdza się w protestantyzmie, w jego sektach, w jego zupełnym rozkładzie dogmatycznym. I dlatego, pomijając już nawet tę okoliczność, że Pismo ś. nie mogłoby służyć za środek rozszerzenia wiary już i z tego względu, że większość ludzi czy­tać nie umie, a nawet, choćby czytać umiała, jeszczeby nie dała sobie rady z wyrozumieniem choć jako takim tego, co z tak dalekiej pochodzi przeszłości, niepodobna nie zauważyć, że nawet o ogólnym znaczeniu Pisma ś. niepodobnaby bez podania mieć niezachwianej wiary. Wpra­wdzie za pomocą historycznej krytyki można wykazać autentyczność, wiarogodność i całość wielu ksiąg Pisma ś., ale niepodobna tego wy­kazać co do wszystkich tekstów, a nadto niepodobna tego wykazać wszy­stkim ludziom, gdy większa ich część niezdolna jest do takich zaciekań się i śledzenia badań krytycznych, a wreszcie wykazanie takie naukowe nie może nigdy być tak pewne i bezpieczne, aby we wszystkich wątpli­wościach mogło być decydujące, szczególniej też, co się tyczy kwestii natchnienia ksiąg Pisma świętego. Naukowe wyjaśnienie znaczenia w ogóle Pisma ś. nie wystarczałoby do zabezpieczenia ludzi od błędnych w tym względzie pojęć, Chrystus Pan więc niezawodnie zostawił inny do tego środek pewny, a takim właśnie może być tylko podanie. Zupełną pewność wiadomości naszych o Piśmie ś. mamy tylko i przede wszystkim z opowiadania autentycznego kościelnego, zostającego pod opieką Ducha ś. Jako bowiem Chrystus Pan zostawił Kościołowi Pismo ś. i wszystką nau­kę Pisma ś., tak tym bardziej zostawił mu naukę o Piśmie świętem, bez jakiej samo Pismo ś. straciłoby swoje znaczenie. Jak wreszcie nędznym musi być pojęcie o chrystianizmie tych, co przypuszczają, że Pismo ś. wystarcza do utrzymania go w świecie i przekazywania go wszystkim pokoleniom aż do końca wieków! Chrześcijańską naukę stanowią nie jakieś prawdy filozoficzne, abstrakcyjne, ale tajemnice boskie, które w życiu Kościoła rozwijają nieskończoną pełność swojej treści. Nie chciał Zba­wiciel przyprowadzać świat do wiary podaniem uczniom swoim, jakby testamentu swojego, jakiejś księgi zawierającej całość swojej nauki, pole­cając tylko jak największe tej księgi upowszechnienie, bo coby to był za chrystianizm tak przez każdego sobie z jakiejś księgi wyczytywany? Chrystus Pan sam wystąpił jako nauczyciel i naukę swoją wprowadzał w życie, i uczniom swoim osobiście objawiał jej znaczenie, i założył Kościół, w którym sam żyjąc tajemniczo, daje mu Duchem swoim rozu­mienie swojej tradycji. Czemby by była nauka Chrystusowa bez Kościoła, bez Niego samego? Tylko w Kościele nauka Jego jest prawdą i rze­czywistością.
 
5. Po przyniesieniu swojej nauki na ziemię i dokonaniu Odkupienia nie pozostawił On ludzi sierotami, z księgą tylko w dziedzi­ctwie, z której każdy, ktoby miał po temu ochotę, wyczytywałby swój osobisty oddzielny chrystianizm. Ale pozostał w Kościele, żyje w Kościele, jako w widzialnym ciele swoim, i Duchem swoim nim kieruje, ażeby nic nie zostało uronione z tego, co pierwotnie z boskich ust Jego wyszło i co przez Jego Apostołów i ich następców było przekazane Kościo­łowi: „Pocieszyciel Duch ś... on was wszystkiego nauczył przypomni wam wszystko, cokolwiek bym wam powiedział.” Joan. 14, 16: „Duch prawdy nauczy was wszelkiej prawdy, on mnie uwielbi, albowiem z niego weźmie a wam opowie,” lb. 16, 13. 14). To też po wszystkie wieki nauka wiary w Kościele jest jedna, ta sama. Pojedynczy członek Kościoła lub pewna ich ilość, może mniej lub więcej dokładnie wniknąć w tę naukę, i mniej lub więcej dokładnie ją sobie przyswoić, ale od tego nie zależy utrzy­manie i znaczenie prawdy w Kościele. Chrystus ma zawsze do wypowie­dzenia jej, gdy tego potrzeba, odpowiednie organa. Ale przez to bynaj­mniej nie zostało wyłączone samodzielne współdziałanie organów ko­ścielnych, bo jak w ogóle w życiu Kościoła boskość łączy się z człowie­czeństwem, tak i tu działanie Boże nie usuwa działania człowieczego, ale się z nim harmonijnie jednoczy. Wychowaniem i życiem w Kościele, żywym przyjęciem w duszę jego wiary, tego wiekuiście upładniającego świętego źródła, wykształca to poczucie i ten zmysł wewnętrzny, który uzdalnia do coraz głębszego wnikania w ducha Kościoła. Z takiego też materiału wybiera Kościół swoje sługi, które przez łaskę święcenia otrzy­mują urząd przelewania na drugich tego życia i tej prawdy, jakimi żyją sami. A nad tym ciągłym ruchem życia w Kościele czuwa Duch Boży, aby potok ten nie wyszedł nigdy z kolei swojej, ażeby we wszystkich podnoszących się kwestiach występowała zawsze pierwotnie złożona w Kościele prawda, czy w pierwotnym, czy też w konsekwentnie rozwiniętym swym wyrażeniu, i aby tym sposobem każdy następujący period ko­ścielny widział się co do nauki świętej we wszystkich go poprzedzają­cych i czuł się w zupełnej z nimi od samego początku jedności. Podanie właśnie jest tym potokiem, jakim płynie życie kościelne, pozostawiając w każdym periodzie jego przebiegu widzialne ślady nigdy w istocie swej niezmieniającego się bytu.

Formy, w jakich podanie to się objawia, z powodu żywotności i bogactwa życia kościelnego, pomimo jedności swe­go początku i celu, mogą być rozmaite; owszem, z powodu nie zawsze jednostajnego i wszechstronnego rozwijania się podania, poznanie go nie we wszystkich jego organach może być zawsze zupełne, przeto i formy jego nie tylko mogą, ale z natury rzeczy muszą być rozmaite. Najpeł­niej objawia się podanie jakiej prawdy, gdy prawda ta no­torycznie i faktycznie jest stanowczo wyznawana, nauczana, znana i praktycznie wykonywana przez wszystkie stopnie i członki Kościoła, przez każdy stopień w odpowie­dni mu sposób, a zatem, gdy istotnie cały Kościół jest nią przejęty i przejętym się pokazuje. Ten objaw podania przedstawia się przede wszystkim:

a) w publicznych formułach wyznania wiary, czyli w tak zwanych symbolach wiary, a w nowszych czasach jeszcze w powszechnie używanych w Kościele katechizmach;
b) w powszechnie wyłamywanej i znanej praktyce, tak liturgicznej, jak dyscyplinarnej, o ile w niej wyraża się i presupponuje wiara w jaką prawdę objawioną. Stąd dawna, przeciwko pelagjanom stawiana reguła: „legem credendi statuat lex supplicandi.”

Przechodząc od tej zupełnej formy podania do form szczegółowych w niej zawartych, i idąc jakby od obwodu ku środkowi życia kościelnego, spo­tykamy się naprzód z tym wyznaniem jakiejś nauki prawdy, jakie żyje w duszach wiernych, prostych członków Kościoła. Wprawdzie wyznanie to jest skutkiem i odgłosem obecnego lub przeszłego nauczania ciała nauczycielskiego, ale stąd też wynika, że jest ono zarazem znakiem i do­wodem istnienia podania tej nauki. Ta forma objawu tradycji może być wielkiej wagi w takich chwilach: 

α) gdy jego jedność i stanowczość jest oczywistszą niż nauka ciała nauczającego, którego część znaczna, jak za czasów arjanizmu, sprzeniewierzyła się tradycji, tak iż ś. Hilary (contra Auxen. 6) mógł powiedzieć: „sanctiores sunt aures fidelis populi labiis sacerdotum”;
β) gdy ciało nauczające, celem uroczystego określenia jakiej w pewnym czasie spornej nauki, chce zebrać wszystkie w Kościele istnie­jące o tej nauce świadectwa (jak przy ogłoszeniu Niepokalan. Poczęcia Najśw. Panny). Naturalnie, że ta forma podania ma znaczenie swoje tylko w takich prawdach, które przystępne są ludowi („quae cognitionem non fugiunt popularem,” S. Aug. contra Jul. 1, n. 31. 32), a i w tych pra­wdach o tyle, o ile chodzi o ich treść istotną, nie zaś o ich objaśnienie i bliższe określenie i rozwinięcie, co zawsze jest rzeczą uczonych i nau­czycieli. Zresztą jest to tylko drugorzędna forma objawu podania, pierwszorzędna zawiera się
c) w świadectwie autentycznych nauczycieli. I sobory też dla tego powołują się przy swych decyzjach przede wszystkim, a częstokroć wyłącznie na „Ojców” Kościoła, jako na świadków tradycji. Janseniści tylko i ich następcy poczytywali zgodę wiernych (consensus fidelium), jako decydujący wyrok i sprawdzian podania dla wszystkich prawd wiary. Że zaś bez oczywistej niedorzeczności niepo­dobna całemu ludowi przypisywać pełnej i dokładnej znajomości wszy­stkich prawd objawienia, przeto istotę tego sprawdzianu, jakim jest podanie, w ten sposób sfałszowali, że podanie zastąpili publiczną opinią dowolnych przywódców ludu wiernego, bez względu na to, czy ci przedstawiają, czy nie, właściwe rękojmie prawdziwej i przez Ducha ś. oświeconej wia­ry. Oczywistą jest rzeczą, że takie kryterium w pojęciu jansenistowskiem musi wejść w zatarg z nauką autentycznego ciała nauczającego, co ina­czej, t. j. we właściwym onego pojęciu, jest niemożliwe.

Dodać tu je­szcze należy, że tę wiarę ludu wiernego, o ile we właściwych granicach jest świadectwem i formą podania, odróżnić należy od prostej, pobożnej opinii wielu dusz pobożnych, jaka niekiedy powstaje bez żadnego na­wiązania z podaniem pod wpływem pisarzy lub nawet czasami kazno­dziejów i spowiedników więcej pobożnych niż roztropnych, którzy ani do rzędu Ojców Kościoła, ani nawet do teologów się nie zaliczają. Pier­wszorzędną i zwyczajną formą objawu tradycji, świad­czącej o jakiej prawdzie, jest powszechne, przynajmniej moralnie powszechne, zgodne jej opowiadanie przez autentycznych świadków, jakimi są bisku­pi, a względnie wszyscy, z ich polecenia i błogosławieństwa, każący i nauczający kapłani. Świadectwo wszystkich biskupów jest samo w so­bie zupełnym i nieomylnym świadectwem podania, albo, właściwie mówiąc, samym tym podaniem, niezależnie od tego, czy tak zaświadczona prawda jest znana i wyznawana przez lud i czy kapłani rzeczywiście tak uczą powszechnie, jak nauczają biskupi (Ego vobiscum sum omnibus diebus). 

Ponieważ jednak świadectwo wszystkich pojedynczych biskupów, jako stanowcze i stałe, wypowiada się w nauczaniu przez kler ich i w wierze wiernych, przeto ta forma objawu podania uważa się jeszcze, jako świadectwo wszystkich Kościołów pojedynczych. Jak jednak w tym świade­ctwie świadectwo biskupów, jako głów Kościołów pojedynczych, zachowuje swoją niezależność i stanowi rdzeń jego, tak też w pewnych okoliczno­ściach i świadectwo kleru może objawiać się z niejaką względną samo­dzielnością, stanowiąc takim sposobem pośrednie ogniwo pomiędzy nauką biskupów a przeświadczeniem wiernych (sensus fidelium). Takie stano­wisko zajmują mianowicie szkoły teologiczne, które w pojedynczych Kościołach są przedstawicielami panującej w tych Kościołach nauki. 

Że je­dnak nie zawsze notoryczną jest rzeczywista powszechność świadectwa o jakiej prawdzie, albo też nawet powszechności tej nie ma z powodu jakichś częściowych zaprzeczeń, przeto z boskiej organizacji Kościoła centralnym i najdoskonalszym prawnym organem ka­tolickiego podania jest Stolica Apostolska, która, jako fun­dament całego ciała nauczającego, jest najwyższym głosicielem i przechowywaczem tradycji apostolskiej. I stąd też od wieków zgodność jakiej nauki z nauką Stolicy Apostolskiej uważano jako nieomylny znak jej powszechności, a wyrażenie tenuit ac tenet apostolica sedes albo ecclesia romana za równoznaczne z wyrażeniem tenuit et tenet ecclesia catholica, ponieważ Kościół powszechny koniecznie tego się trzyma, choćby jeszcze nie w rozwinięciu (implicite), czego wyraźnie lub niewyraźnie (implicite) domaga się trzymać Stolica Apostolska mocą swojej powagi (cf. artt. Papież, Nieomylność, Piotr ś., Stolica Apostolska). 

Obok Stolicy Apost., jako głównego organu i przewodnika tradycji, z Bożego zrządzenia są jeszcze w potoku podania pewne osobistymi darami i działalnością góru­jące drugorzędne główne przewodniki i kanały tego po­dania. Te drugorzędne główne organy, jakkolwiek nie urzędowo, jednakże moralnie i faktycznie są przedstawicielami tradycji, a ich zgodne świa­dectwo jest zupełnie dostatecznym jej wyrazem. Tymi nadzwyczajnymi pomocniczymi organami ciała nauczającego są Ojcowie (ob.) i Nau­czyciele per excellentiam, którzy, jakkolwiek tylko pośrednimi są organami tradycji, w pośrodku ciała nauczycielskiego i jego zwykłych organów pomocniczych, o tyle centralne zajmują stanowisko, że w skutek darów natury i łaski, jakimi byli opatrzeni, mogli 

1) jaśniej i szerzej widzieć treść objawienia i przechowującego je podania w jego współcze­snym i poprzednim stanie,
2) światło swoje słowem i pismem daleko roznieść, i dlatego
3) wywierać wpływ swój na wiarę i naukę w naj­dalszych kołach. 

Dlatego też, co owe organa powszechnie i stale uczyły, to było albo faktycznie w ich czasie nauczane wyraźnie przez całe ciało nauczające, albo też ze względu na bogactwo ich poznania, i ich opatrznościowe posłannictwo, i wpływ ich w Kościele, i uznanie, jakie znajdowali wśród ciała nauczającego — jest prawdziwym wyrazem tej nauki, której, choć jeszcze nierozwiniętej (implicite), ciało nauczające się trzymało, a której znaczenie w części właśnie dopiero przez te uprzy­wilejowane organa osłonięte, stało się udziałem powszechnej świadomości. Nauka więc tych organów przedstawia podanie kościelne nie tylko o tyle, że jest jego wiarogodnym historycznym świadectwem i odbiciem w danej chwili życia kościelnego, ale nadto jeszcze i dlatego, że przedstawia prawdziwe i doskonałe jej rozumienie, a jego ci przekaziciele są jakby oświeconymi przez Ducha ś. oczami, przez które cały Kościół może do­brze rozpatrywać i wyrozumiewać ten święty depozyt, jaki mu został powierzony i jakiego strzeże.

Siła i znaczenie tych organów tradycji polega na ich powszechnej zgodności, ponieważ właśnie tym sposobem poznaje się, że wszyscy mówią w duchu jednym, a przeto z Ducha ś. W zgodności tej przedstawiają oni, a mianowicie święci pomiędzy nimi, rzeczywiste świadectwo Ducha ś. Żeby jednak zgodność ta takie miała znaczenie, iżby przedstawiała sensum Spiritus s. i sensum ecclesiae, powin­na zachodzić nie tylko pomiędzy organami współczesnymi, ale pomiędzy organami różnych epok dłuższego czasu, gdyż tym tylko sposobem liczba ich poważnie się pomnaża i nauka ich tym niewątpliwiej jest wypływem podania stałego, nie zaś wywołaną tylko okolicznościami czasowymi (ob. jeszcze o powadze Ojców w tym względzie tej Enc. XVII, 193). 

W pier­wszych wiekach, gdzie w ogóle całe nauczycielstwo wykonywali wyłącznie biskupi, ci nadzwyczajni przedstawiciele tradycji należeli też zazwyczaj do ciała nauczającego, a zatem, łącząc w sobie te dwa stanowiska od­nośnie do tradycji, przedstawiają w szczególny sposób jako górujący członkowie episkopatu naukę ciała nauczającego, a przy tym naukę Ko­ściołów, których byli głowami. Że zaś wówczas biskupi, jako autentyczni świadkowie i nauczyciele wiary u swoich wiernych i ich potomstwa, no­sili nazwę ojców, przeto tych wybitnych pomiędzy nimi przedstawicieli podania poczytywano za Ojców w wyższym i szczególnie wyróżniającym się znaczeniu, jako w ogóle Ojców Kościoła, przez co oznaczało się ich stanowisko nie tylko do Kościoła im współczesnego, ale do Kościoła całego i wszystkich późniejszych wieków. 

W takim stosunku jak syno­wie do ojców występują nauczyciele kościelni, czyli teologowie do Ojców Kościoła. Już nie wyłącznie ani nawet przeważnie biskupi, lecz po większej części kapłani i zakonnicy pośrednio tylko przedstawiają oni naukę ciała nauczającego, a bezpośrednio rozumienie szkół katolickich i wiernych (sensus scholarum catholicarum). I tu bywali mężowie święci i darami Ducha ś. opatrzeni, ale naprzód występuje tu człowiecza uczoność i pilność, i dlatego przedstawiają oni nie tak, jak Ojcowie śś., myśl Ducha ś., lecz tylko myśl Kościoła w jej ludzkim rozwinięciu. Wszakże stanowisko ich, odnośnie do tradycji, niemałego jest znaczenia. Ich rzeczą jest ściślejsze ujęcie i rozjaśnianie treści depozytu świętego, a tym spo­sobem uzupełnianie pracy Ojców świętych. W tej myśli zestawia sobór wieneński Ojców Kościoła i doktorów kościelnych jako przedstawicieli podania i podstawę do kościelnych decyzji. „Nos igitur ad S. Patrum et doctorum communem sententiam Apostolicae considerationis aciem convertentes, declaramus”... (in Clement. un. de Summa Trinit.) 

Janseniści i ich w opozycji przeciwko Kościołowi następcy z jednej strony wynoszą zbytecznie powagę Ojców i teologów, odnośnie do zwyczajnego autenty­cznego nauczycielstwa, gdy poczytują ich już to za pisarzy formalnie natchnionych przez Ducha ś. (jak janseniści ś. Augustyna), już znowu jako „naukowych i dlatego czysto przedmiotowych i bezprzesądnych przedstawicieli tradycji,” gdy właśnie najuroczystsze i najwyraźniejsze orzeczenia publicznej powagi kościelnej i życia kościelnego są dla nich „tendencyjnymi i niekrytycznymi,” i jako takie nie zasługującymi na przyjęcie. Z drugiej znowu strony wynoszą nadmiernie znaczenie jednych Ojców przeciwko innym, nieraz nawet jednego przeciwko wielu, i znowu teologów przeciwko ojcom, a nawet niekiedy nowych i najnowszych przeciwko dawniejszym, i pod którymi właśnie oni sami mają się rozumieć, dlatego mianowicie, że nie idą z prądem jakoby skażonej urzędowej tradycji kościelnej, lecz zaliczają się do przedstawicieli nowożytnej nauki i kultury. A jeżeli jeszcze akceptują dawniejszych teologów, to tylko takich jak Occam, d'Ailly, Launoi, Febronius, którzy nie mają uznania w Kościele, a podług reguły ś. Wincentego Lerineńskiego nie są „doctores probabiles i „probati."
 
6. Podanie z natury swojej jest ustne w takim znaczeniu, jak i nauczycielstwo kościelne nazywa się ustnym, to jest, polega formalnie na ciągłym, wyraźnym lub niewyłuszczonym jeszcze, teoretycznym i praktycznym świadectwie świadków autentycznych, a nie zaś na pewnej liczbie pism lub pomników, z wcześniejszej na późniejszą epokę Kościoła przeszłych. Takie pisma i pomniki nie są istotnie i bezwarunkowo konieczne, aby naukę czasów poprzednich przekazać czasom następnym, co już faktycznie tym się stwierdza, że składanie podania ustnego w piśmie odbywało się zwolna, urywkowo i bez stałego planu, zależnie od najprzeróżniejszych okoliczności dziejowych. Składanie to jednak ustnego podania w piśmie, wypływające z żywotnej działalności Kościoła, jest nie tylko bardzo pożytecznym, ale nawet względnie i moralnie koniecznym środkiem pomocniczym, a to ze względu na ludzkie warunki i przeto przygody, jakimby w swoim z wieku w wiek przechodzić to ustne podanie ulegać mogło. Przez takie bowiem spisywanie ustnego podania łatwiej i pełniej nauka czasów poprzednich mogła się zachować, a zaszłe jakieś w późniejszym czasie luki żywego podania łatwiej uzupełniać się mogły zestawieniem ze spisaną dawniejszej epoki tradycją. Przy czym zauważyć należy, że Duch ś. czuwający w Kościele nad żywym podaniem, czuwa i także nad tymi jego pomnikami o tyle, że te, razem wzięte przedstawiają obraz dawniejszego podania, choćby nie równoważny, to dla późniejszych potrzeb dostatecznie wystarczający, a w żadnym razie nie fałszywy. Takie dokumenty, jeżeli autentycznie wyrażają dawniejsze podanie, stanowią odnośnie do zawartej w nich nauki podanie pisane, które przedmiotowo taką samą ma siłę świadectwa, jak późniejsze podanie żywe. Takie podanie pisane, podobnie jak Pismo ś., stanowi, obok podania żywego, przedmiotowe źródło wiary, ale podobnie też, jak Pismo ś., nie jest ono materialnie źródłem pełnym ani formalnie zupełną regułą wiary. Podobnie jak Pismo ś., tradycja ta pisana nie może zastąpić żywego ustnego podania kościelnego, lecz równie, jak Pismo ś., jako depozyt i środek wykazania wiary, powierzona jest głosicielom i stróżom podania żywego, którzy jej strzegą i objaśniają. I dlatego nie może być nigdy sprzeczności pomiędzy podaniem żywym a pisanym, gdzie zaś taka sprzeczność bywa wytykaną, tam jest zawsze pozorną tylko, polegającą albo na błędnym zrozumieniu dokumentu, albo też wynikającą stąd, że dokument jest kościelnie nieautentyczny lub historycznie fałszywy. 

Pisma i pomniki, zawierające podanie pisane, dają się podzielić na dwie główne klasy:
l-a klasa składa się z takich pomników, które wprost i formalnie zawierają tradycję pisaną i pochodzą od właściwych przedstawicieli i stróżów podania kościelnego. Takimi dokumentami są: orzeczenia soborów i papieży; autentyczne liturgiczne dokumenty i pomniki (księgi liturgiczne, sakramentarze, i ordines romani i t. p.); pisma Ojców śś. i uznanych w Kościele teologów, o ile zawierają stanowcze twierdzenia o przedmiotach podania. Wszyst­kie te dokumenty mają nie tylko wartość czysto historyczną czy nau­kową, ale mniej lub więcej uczestniczą w kościelnej i nadnaturalnej autentyczności żywego po­dania, którego są wypływem i wykładem. 

Do 2-ej klasy należą pisma i pomniki, które tylko ubocznie i materialnie odnoszą się do podania, a zatem takie, których treść, niezależnie od kościelnego stanowiska ich autorów, faktycznie daje świadectwo historyczne o podaniu w jakimś czasie (tu się zaliczają wszystkie pomniki historyczne, albo męczeńskie, nadpisy katakumbowe, prace hagiograficzne i historyczne), albo też jaki przyczynek naukowy do wyjaśnienia podania, co może mieć miejsce na­wet w pismach wątpliwych katolików, heretyków i pogan (tu się zali­czają wszystkie dogmatyczne, egzegetyczne i filozoficzne pisma ludzi uczonych w przedmiotach teologicznych, jak np. z rzędu poważniejszych Orygenesa, Tertuliana etc.).
 
7. Z tego, co wyżej o istocie podania po­wiedziano, jasno wypływa, iż najwyższe i stanowcze orzeczenie o prawdzi­wości i treści podania należy do kościelnego ciała nauczającego, a mianowicie, do następców apostolskich, biskupów, a przede wszystkim do biskupa rzymskiego. Ostatnią rękojmią prawdy tego sądu jest Duch ś. (ob. artt. Nieomylność, Piotr, Papież). Ogólne reguły, służące do odró­żnienia podań prawdziwych od fałszywych, są następne: 

1) co do podania dogmatycznego:
a) nauka wyznawana przez cały Kościół, jako nauka wiary, może być tylko prawdziwym podaniem;
b) nauka wyznawana w Kościele po wszystkie czasy może być tylko prawdziwym podaniem;
c) dyscyplina dogmatyczna, która tylko przez Boga mogła być ustanowioną a zacho­wywaną jest przez cały Kościół, pochodzi od Chrystusa Pana i od Apo­stołów;
d) nauka, którą wszyscy Ojcowie i Nauczyciele kościelni, albo większa ich ilość, czy to na soborze, czy poza soborem, uznają za po­danie boskie, potępiają przy tym naukę przeciwną jako heretycką, może być tylko prawdziwym podaniem;
e) prawdziwym też jest podanie Ko­ścioła pojedynczego, jeżeli to jest Kościół apostolski, a szczególniej rzymski, który w nieprzerwanej kolei swoich pasterzy sięga czasów apo­stolskich. 

2) Co się tyczy podania apostolskiego:
a) Należy uważać za apostolskiego pochodzenia praktykę, która, choć mogłaby być przez ko­ścielne przełożeństwo wprowadzoną, jednakże niepodobna dowieść, aby była zaprowadzoną przez jaki sobór lub jakiego papieża, a jednak wszę­dzie od niepamiętnych czasów się napotyka,
b) Orzeczenie Ojców, że jakaś praktyka jest apostolską, dostatecznie za jej apostolskim pochodzeniem przemawia. 

3) Co się tyczy podania kościelnego, to jest wówczas, gdy sama natura jakiej praktyki wskazuje jej późniejsze pochodzenie, lub gdy można naznaczyć czas jej zaprowadzenia, albo też gdy tylko w ja­kiejś części Kościoła powszechnego jest w użyciu.
 
 
Reguły ś. Wincentego Leryneńskiego (Commonitorium c. 20), Bellarmina (De verbo Dei, 1. IV), Canus'a (De locis theol., 1. 3) i ś. Alfonsa Liguorego są w istocie swej tej samej treści. Cf. Franzelin, Tractatus de divina Traditione et Scriptura, Rom. 18 70; Tanner, Ueber das kath. Traditions - u.   protestantische Schriftprincip, Luzern 1862; Natalis Alex., De tradit. non scriptis (Hist. eccl. in I saec.); Isid. de Luz, (trynitarz, teolog uniw. Koimbry), De sacris traditionibus; Parisiis 1666. Hadr. et Petrus van Walenburch, Tractatus generales de contr. fidei, Coloniae 1670, t. I; Thom. Stapleton, Principiorum fidei doctrinalium demonstratio methodica, Par. 1579; Perrone, de loc. p. 2, sect. 2, c. 5; Scheeben, Handb. der kath. Dogmatik, I, 144. De Groot, Summa apologetica de Eccl. Christi ad mentem D. Thomae Aq., Romae 1890, p. II, 242... Hurter, Compend. theol. dogm. Oeniponte 1891, I, 116... J. A. Moehlera, Symbolika, przekład polski ks. M. Nowodworskiego, Warsz. 1871, wyd. l, str. 281. 
____________________________________

N., Hasło: PODANIE za: Encyklopedia kościelna podług teologicznej encyklopedii Wetzera i Weltego z licznemi jej dopełnieniami przy współpracownictwie kilkunastu duchownych i świeckich osób wydana przez x. Michała Nowodworskiego, Tom XX, Warszawa 1894, s. 4-14.