POD OPIEKĄ ŚW. JÓZEFA I ŚW. MICHAŁA ARCHANIOŁA
(Bractwo działa na podstawie reguły III Zakonu św. Dominika)

Contemplare et contemplata aliis tradere

Veritas liberabit vos

niedziela, 19 sierpnia 2018

Ks. Jakub Wujek SI, Bp Władysław Krynicki - Niedziela trzynasta po Zielonych Świątkach


 

KRÓTKIE

NAUKI HOMILETYCZNE

na niedziele i uroczystości całego roku

WEDŁUG

Postylli Katolickiej Większej

KS. JAKUBA WUJKA SI


OPRACOWAŁ

BP WŁADYSŁAW KRYNICKI


––––––––


Niedziela trzynasta po Zielonych Świątkach

Dziesięciu trędowatych, o których wspomina Ewangelia święta, wyobraża cały rodzaj ludzki, jeszcze w Adamie skażony trądem grzechu pierworodnego. Lecz nadto każdy z owych dziesięciu znamionuje poszczególny rodzaj grzechu, niejednokrotnie karany od Boga chorobą trądu. Pierwszy więc trędowaty oznacza ludzi pysznych, czego mamy przykład w królu Ozjaszu. Ten bowiem, gdy przez zarozumiałość porwał się do spraw kapłańskich i chciał Panu Bogu kadzidło ofiarować, został okryty trądem i aż do śmierci go się nie pozbył (II Paral. XXVI). Jako cechą trędowatych jest opuchnięcie skóry, tak każdy pyszny nadęty jest, i Bogu i ludziom obmierzły. Jedna pycha – to próżność w ubiorze, w zbytniej dbałości o urodę, w wystawności; druga – to wywyższanie się ze zdolności, talentu, bogactwa, urodzenia: oba rodzaje są jako trąd zaraźliwe.

Drugi trędowaty jest wyobrażeniem ludzi chciwych. Są oni jako uczeń i sługa Elizeusza proroka, Giezy, który pożądaniem pieniędzy usidlony, pomimo zakazu pana swego, wziął dary od uzdrowionego cudownie Naamana Syryjczyka, lecz za karę i trąd jego przejąć musiał (IV Król. V). A jako trędowaci ustawicznie mają pragnienie i ciągłego swędzenia doznają, tak również i chciwy, im więcej ma, tym więcej pragnie i nigdy się nasycić nie może, a przychodząc do pieniędzy środkami nie zawsze godziwymi, innym zły przykład i zgorszenie daje.

Trzeci trędowaty to każdy wszetecznik, a przystoi mu trzecia własność trądu, który czuć z daleka. Dlatego w Starym Zakonie trędowatym nakazano, aby gdy mówią, usta suknią zasłaniali. Daleko gorsze złe czynią wszetecznicy, rozpustnymi mowami psując innych i niwecząc dobre obyczaje. Obyż się w tym chcieli poprawić i nie brać na siebie ciężaru podwójnego grzechu.

Czwarty znamionował ludzi gwałtownych, skorych do gniewu i zemsty. Takim był ów Szymon, z tej choroby oczyszczony (Mt. XXVI, 6), który Zbawiciela do domu swego zaprosił i przyjął, a jednak się od cichego przynajmniej przeciwko Niemu szemrania nie powstrzymał. I ten rodzaj trądu grzechowego nie mniej od innych zaraża; dlatego upomina Pismo święte: Nie bądź przyjacielem człowiekowi gniewliwemu, ani chodź z mężem zapalczywym, byś snadź nie przywykł ścieżkom jego, a wziął zgorszenie duszy twojej (Przyp. XXII, 24).

Piąty trędowaty jest figurą ludzi zazdrosnych. Naśladują oni Marię, siostrę Mojżesza, za szemranie przeciwko bratu trądem od Boga ukaraną (IV Mojż. XII). Skóra trędowatych jest z wierzchu biała, a pod spodem czarna. Podobnież zazdrośnik na pozór zdaje się być przyjacielem, ale przywarę ma wewnątrz. I ten rodzaj trądu dusznego szkodliwy jest bardzo, ponieważ bliźniego, najczęściej za oczy, gdzie może, uszczypnie, obmówi, przygani mu i dobrą sławę niweczy.

Szósty oznacza ludzi niewstrzemięźliwych, obżarców i opilców. Trędowaci łakomi są na jedzenie i picie i skłonni do utycia, co jeszcze bardziej ich chorobę pogarsza. Podobnież i niewstrzemięźliwi grzeszą przebieraniem miary, zbytnią żarłocznością, wyszukiwaniem zawsze tego, co drażni podniebienie i jedzeniem przed czasem, a bez potrzeby. A nie dosyć, że przez to i zdrowie rujnują i sami Boga obrażają, lecz i innych do grzechu przywodzą, do nadmiernego jedzenia, a zwłaszcza do picia zniewalając, nieomal że gwałtem przymuszając.

Siódmy, chorobą trądu dotknięty, figurował ludzi gnuśnych i leniwych, na podobieństwo już wspomnianego Naamana Syryjczyka, któremu nie chciało się spełnić polecenia Elizeusza i obmyć się w wodzie Jordanu dla oczyszczenia od niemocy. Niestety, iluż to takich leniwców na świecie, którzy mając we Krwi Chrystusowej zgotowany siedmioraki Jordan Sakramentów, ociągają się do niego przystąpić, aby otrzymać oczyszczenie duszy. Jako trąd czyni człowieka ociężałym, ospałym i leniwym, tak i ich rozleniwił trąd grzechów różnorakich i nie tylko sami się nie poprawiają, lecz i innych od dobrego odwodzą i w ospalstwie duchowym utrzymują.

Ósmy trędowaty to każdy obłudnik, na zewnątrz układny i cnotliwy, a w sercu pełen grzechowego plugastwa. Jest on jak ręka Mojżesza, w zanadrzu trądem pokryta, która, gdy ją stamtąd wyciągnął, nie miała śladów choroby (II Mojż. IV, 6-7). Jest on jeszcze jak twarz trędowatych, z daleka czerwona, niby rumiana, a z bliska wstrętna, że i patrzeć na nią trudno. I ten trąd do zaraźliwych należy, dlatego ostrzega Pan Jezus, abyśmy się strzegli kwasu faryzeuszów, to jest obłudy.

Dziewiąty trędowaty oznacza niewdzięczników, na podobieństwo owych uzdrowionych od Zbawiciela, a nie poczuwających się do podziękowania Mu za tak wielkie dobrodziejstwo. A jako trędowaci mają głos chrapliwy, tak i niewdzięcznym jakby coś w gardle i w sercu siedziało, że za łask tyle, i duchowych i cielesnych, nie mają dla Boga ani słowa, ani uczucia wdzięczności i uwielbienia.

Dziesiątym i ostatnim jest każdy grzeszny człowiek, wyrażony przez owego trędowatego, który powrócił i podziękował Panu Bogu. Na trąd ludzie środka i lekarstwa nie mają, jeden Bóg go tylko uleczyć może. Podobnie trąd grzechu tylko Syn Boży najświętszą Krwią swoją mógł zgładzić i tę najgorszą ze wszystkich zgniliznę uleczyć.

Oto masz, chrześcijaninie, dziesięcioraki trąd rozmaitych grzechów, którymi się ludzie plugawią i zarażają. O nieszczęsnaż to choroba, tak szeroko po całym świecie rozszerzona, że rzadki podobno, kto by był od niej wolny.

A co czynić, aby się od trądu duszy oczyścić? To samo, co uczyniło dziesięciu trędowatych. Więc naprzód zabieżeć Panu Bogu, szukać Go pokornym sercem i ufnością. Bo chociaż Pan woła i ciągnie każdego do siebie, ale nikogo nie przymusza, nie zniewala niechcącego. Pragnie, żeby się też i człowiek grzeszny miał ku Niemu, żeby pożądał łaski Jego świętej, żeby Go szukał, żeby Mu drogę zabiegał. Na końcu świata Go przecież szukać nie potrzeba, gdyż od każdego z nas nie jest daleko, albowiem w Nim żyjemy, i ruszamy się, i jesteśmy (Dz. Ap. XVII, 27-28). Wystarczy zabieżeć Mu do drzwi serca swego, gdzie On stojąc, kołace, abyś Mu otworzył (Apok. III, 20).

Po wtóre, trzeba przystanąć, jak uczynili trędowaci; to znaczy, trzeba zaprzestać grzechu, według upomnienia Pisma świętego: Synu jeśliś zgrzeszył, nie przydawaj drugi raz (Ekli. XXI, 1), to jest, nie grzesz więcej. Bo dopóki ty w grzechu leżysz, póki go nie porzucisz, póty się nie spodziewaj oczyszczenia. I dlatego woła Paweł św.: Wstań, który śpisz, i powstań z martwych, a oświeci cię Chrystus (Efez. V, 14).

Po trzecie, trzeba stanąć z daleka, to jest trzeba uznać niegodność swoją, wstydzić się grzechów popełnionych, serdecznie za nie żałować. Im się kto bardziej uniży przed Jego Majestatem, tym bardziej się doń przybliży, albowiem bliski jest Pan tym wszystkim, którzy Go szczerze wzywają, a serca skruszonego i upokorzonego nigdy nie odrzuci.

Po czwarte, należy podniesionym głosem wołać, czyli gorąco błagać o miłosierdzie, a wyznając grzechy własne, z gotowością oddawać się na wolę Bożą. Tak czynili owi trędowaci. Z wiarą mianują Pana Jezusem, które to imię znaczy to samo co Zbawiciel. Nazywają Go jeszcze Nauczycielem, okazując się przez to gotowymi słuchać tego najzacniejszego Mistrza i czynić, co im rozkaże. Na koniec mówią: Zmiłuj się nad nami, a tym uznają swe grzechy i swą nędzę, która zmiłowania potrzebuje i apelują od słusznie karzącej sprawiedliwości Bożej do nieskończonego miłosierdzia. Nie tylko zaś słowy obiecują słuchać Boskiego Nauczyciela, lecz nadto w samej rzeczy spełniają, co On im rozkazał: idą natychmiast ukazać się kapłanom. I dla nas taką samą Chrystus zostawił drogę, jeśli chcemy być oczyszczeni od trądu grzechowego. Bo jako w Starym Zakonie trzeba było kapłanowi się okazać, aby on mógł rozeznać i sądzić o uleczeniu lub chorobie; także i w Nowym, jeśli grzesznik ma być od grzechów rozwiązany i za czystego od kapłana uznany, musi mu wprzód chorobę swej duszy wyjawić. Wprawdzie kapłani Starego Zakonu nie mieli mocy oczyszczania od trądu cielesnego, lecz tylko rozeznawania pomiędzy trądem a nietrądem; naszym przecież kapłanom dał Chrystus moc nie trąd cielesny rozeznawać, ale duszne zmazy zupełnie oczyszczać i gładzić; nie próżno bowiem rzekł do nich: Których odpuścicie grzechy, są im odpuszczone (Jan XX, 23).

I stało się, że gdy trędowaci szli do kapłanów, w drodze cudownie zostali od trądu oczyszczeni. Nie bez przyczyny tak się stało. Chciał przez to Zbawiciel nauczyć nas, że doskonała skrucha ze szczerą chęcią wyspowiadania się przed kapłanem, od razu człowieka usprawiedliwia w obliczu Boga. Spowiedź jednak odbyć potrzeba (wyjąwszy, gdyby kto umierał, a spowiednika mieć nie mógł), gdyż bez tego nie ma woli spełnienia wszystkiego, co Chrystus dla otrzymania przebaczenia uczynić przykazał, a więc nie ma ani skruchy prawdziwej, ani też darowania win grzechowych być nie może.

Dziękujmy gorąco Zbawicielowi za nieskończone nad nami miłosierdzie, wyrażone w uzdrowieniu trędowatych, a chroniąc się brzydkiej niewdzięczności owych dziewięciu, razem z dziesiątym chwalmy Go za wszystko, co nam czynił i czyni, i starajmy się także nadal być godnymi łaski Jego świętej.
–––––––––––
Krótkie nauki homiletyczne na niedziele i uroczystości całego roku według Postyli Katolickiej Większej Ks. Jakóba Wujka opracował Ks. Władysław Krynicki. Włocławek. Nakładem Księgarni Powszechnej. 1912, ss. 250-254.